W czwartek 26 lutego 2020 roku po raz ostatni przyszedł do pracy Edmund Monkiewicz, pracujący w rafinerii od 1974 roku, który niezwykle przyczynił się do rozwoju naszej rafinerii.

Przez wiele lat był członkiem naszej organizacji.

Zostawił  współpracownikom i przyjaciołom wyjątkową pamiątkę – ilustrowaną publikację „Edmund Monkiewicz.

Moja historia w rafinerii gdańskiej” wraz z dowcipnym „Alfabetem wg Monkiewicza”. W poniedziałek pożegnał się ze współpracownikami, lecz na emeryturze na pewno nadal będzie nas wspierał.  

Edmund Monkiewicz w ostatnich 20 latach swojej pracy w rafinerii był kierownikiem Zakładu Hydrokrakingu oraz Zakładu Produkcji Wodoru i Siarki. Był też jednym z największych naszych ekspertów rafineryjnej technologii, który miał bardzo duży wpływ na bardzo dobre decyzje o kierunkach rozwoju rafinerii.

Pisze o tym w „Mojej historii,,,”, którą przekazał swoim współpracownikom, przyjaciołom i młodszym następcom.

Przedstawiamy fragmenty tych wspomnień. Znacznie szerszy wybór – w najbliższej Lotosferze.

książka

„Pracę w Gdańskich Zakładach Rafineryjnych (wtedy jeszcze w budowie) rozpocząłem 2 listopada 1974 jako świeżo upieczony mgr inż. Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej. Przez pierwsze 20 lat moja kariera zawodowa, podobnie jak cała rafineria, rozwijała się powoli. W pierwszych ośmiu latach pracowałem kolejno jako referent techniczny PZP, mistrz zmianowy PZP-1, technolog ds. Bloku Paliwowego, z-ca głównego technologa.

W tych czasach rafineria wyglądała i pracowała inaczej niż dzisiaj. Zupełnie inne było też podejście do postojów remontowych. W pierwszych latach typowy układ to dwa postoje w roku, a obecnie – jeden postój na cztery lata. Inna ciekawostka to planowana centralnie ilość poszczególnych produktów. Niewykonanie planu produkcji ciężkiego oleju opałowego było poważnym wykroczeniem. Płace były relatywnie niskie. Był okres, że jedynymi nowymi aparatowymi byli ludzie z doświadczeniem więziennym, czy też niestabilni emocjonalnie. Ci drudzy, paradoksalnie, byli trudniejsi w obsłudze, bo trzeba było ich pilnować, aby czegoś ekstra nie wymyślili.

Relatywnie mało zarabiali nie tylko aparatowi, także pensja mistrza nie robiła wrażenia. W stoczniach zarabiało się znacznie lepiej.

Lata dziewięćdziesiąte.

Zmiany w kraju, zaczęły się przekładać na sytuację w rafinerii, kluczowe decyzje mogły być podejmowane w firmie. Ówczesne władze rafinerii z Włodkiem Dyrką,   dyrektorem naczelnym, takie śmiałe decyzje podejmowały. Pierwsze decyzje rozwojowe były następujące – budujemy nową wytwórnię azotu oraz większy i sprawniejszy reforming CCR (uruchomienie – kwiecień 1995). W tę ostatnią inwestycję byłem mocno zaangażowany, zarówno w fazie przygotowawczej, jak i w trakcie rozruchu jako zastępca kierownika PZP.

Uruchomienie w 1995 r. reformingu CCR wprowadziło nowe standardy.   Porównywałem uruchomienie i pierwsze miesiące pracy instalacji 440 do mojej Toyoty Corolli. Jedno przekręcenie kluczyka i poszłaaa… Tak poszedł reforming. Praca na instalacji prawie bezawaryjnej nie wydawała mi się zbyt ciekawa, w związku z tym porzuciłem PZP i włączyłem się w nowe wyzwania. Rozpoczynał się kolejny, znacznie większy program inwestycyjny, w którym uczestniczyłem od początku: wyboru konfiguracji.

Monkiewicz

Edmund Monkiewicz bywał też w latach 90. gościem firmowego radiowęzła. Na zdjęciu w rozmowie z Robertem Stępniakiem

Dokonany wówczas wybór wpłynął nie tylko na to, jak rafineria będzie wyglądała w przyszłości pod względem technologicznym, ale także, ośmielę się postawić taką tezę, pod względem własnościowym. Gdybyśmy wybrali benzyny motorowe, to wybudowalibyśmy instalację FCC, a w przyszłości może jakaś niewielką instalację pirolizy z produkcją (poli)olefin. Koniunktura na benzyny w kolejnych latach była słaba i mała rafineria z przerośniętą nogą benzynową a cienką – dieslową egzystowałaby raczej marnie. Po kilku latach pracy ze stratami Skarb Państwa prawdopodobnie zdecydowałby się sprzedać rafinerię za grosze.

Zadecydowaliśmy, że budujemy hydrokraking. Uczestniczyłem na pełny etat w dalszych fazach projektu, w wyborze licencjodawców, kontraktorów projektów, we wsparciu technologicznym w trakcie projektowania i budowy.

Realizacja wartego około 500 mln $ projektu była niezwykle udana (w budżecie, prawie w terminie), co dla kolejnych naszych dużych projektów już regułą nie było.

Monkiewicz

Zostałem wyznaczony do zorganizowania i przeprowadzenia procesu uruchomienia większości nowobudowanych instalacji. Uruchamianiem i obsługą ośmiu instalacji (hydrokraking, odzysk i produkcja wodoru, kompleks aminowo-siarkowy – KAS) miał się zająć nowy Zakład Hydrokrakingu (PZH).

W momencie utworzenia zakład miał dwóch pracowników, moją osobę jako kierownika i Wojtka Sieniawskiego jako zastępcę.

Lata dwutysięczne.

Dyskusje o tym, jak powinniśmy dalej rozwijać rafinerię, toczyły się dalej. Naturalnym kolejnym krokiem rozwojowym rafinerii powinny być inwestycje rozwiązujące problem ciężkiej pozostałości.                                                                                  

Niestety Dyskusja została zafiksowana na jednym rozwiązaniu – instalacji zgazowania ciężkich pozostałości IGCC. Jest jednak technologia droga i wymagającą dużej skali (rafineria 6 mln ton była na to zbyt mała) i zużywającą względnie drogi surowiec.

Ostatecznie, po kilku latach dyskusji, wybraliśmy konfigurację nazwaną Programem 10+. Dwie kluczowe instalacje – hydrokraking ze wsadem VGO/DAO oraz instalację odasfaltowania ROSE (która ten DAO wytwarzała) wzięliśmy z programu IGCC, a elementem, który ten zmodyfikowany program inwestycyjny spiął była niezmiernie słuszna decyzja o budowie drugiej instalacji destylacji ropy CDU/VDU.

Pomysł ten, jak pamiętam, rzucił Grzesiek Zgoda. W ten sposób rafineria w Gdańsku osiągnęła zdolności przerobowe 10,5 mln ton ropy na rok.

Lata dziesiąte

Zakład Hydrokrakingu   stał się zbyt duży i wskazany był jego podział. W lutym 2010 zdecydowano, że oba hydrokrakingi zostają w PZH z Darkiem Krukiem jako kierownikiem, a z instalacji wodorowych i siarkowych utworzono Zakład Produkcji Wodoru i Siarki pod moim kierownictwem.

Jeszcze w trakcie Programu 10+ zaczęła się dyskusja, co dalej, bo program nie rozwiązywał problemu ciężkiej poziostałości. W listopadzie 2009 zostałem powołany do zespołu ds. zagospodarowania pozostałości asfaltenowej z instalacji ROSE i zacząłem chłonąć wiedzę w tym temacie. Przełamanie funkcjonujących stereotypów na temat koksowania („jaka to wstrętna i śmierdząca instalacja”) przyszło mi bez trudu, bo zawsze uważałem, że pieniądze nie śmierdzą. Nabrałem przekonania, że koksowanie jest rozwiązaniem najlepszym, szczególnie w naszych konkretnych warunkach (posiadane nadmiarowe moce przerobowe instalacji MHC i HDS), i tylko ono ma szanse realizacji.

Swoje przekonanie o przewagach koksowania zacząłem propagować wśród członków wspomnianego zespołu, i nie tylko, rozsyłając szeroko e-maile, ale argumenty przemawiające za „moim” rozwiązaniem spotykały się z niezrozumieniem czy wręcz lekceważeniem. W pewnym okresie pozostałem z koksowaniem sam, tylko kilku kolegów kibicowało mi z cienia.

W końcu, w grudniu 2011 roku podjęto wstępną decyzję o wyborze konfiguracji z instalacją koksowania. Zadecydowały parametry ekonomiczne.

Już dzisiaj można powiedzieć, że wybór konfiguracji technologicznej, dokonany 8 lat temu, był niesłychanie trafny.

Jeszcze trzeba tylko przeczekać okres (oby jak najkrótszy) chorób dziecięcych nowych instalacji i nastąpi prawdziwa bonanza.

Moje związki z Projektem EFRA nie ograniczały się do gry wstępnej i aktu poczęcia.

Uczestniczyłem we wstępnych fazach projektowych instalacji DCU i CNHT. Byłem szefem zespołu, który opracował koncepcję przyjmowania i podawania do instalacji DCU importowanego wsadu.

Lata dwudzieste

Odchodzę na emeryturę w poczuciu satysfakcji, że przez wiele lat przykładałem ręce do sukcesu przedsięwzięcia bardzo ważnego dla Gdańska, dla regionu, dla kraju. Miałem to szczęście, że praca sprawiała mi zazwyczaj sporo przyjemności, jechałem do niej z uśmiechem i spędzałem w niej czas bez przykrości. Patrząc na to, w jakiej fabryce pracowałem, miałem też szczęście, że nie przydarzyło się ani mnie, ani współpracownikom, jakieś większe nieszczęście.

Byłem szczęściarzem, bo w pracy spotykałem nie tylko dobrej klasy współpracowników i podwładnych, ale zazwyczaj także przełożonych.Współpracowałem z wieloma wspaniałymi ludźmi. Wszystkim serdecznie dziękuję za lata współpracy. Edmund Monkiewicz”.

Większość zdjęć publikacji Tadeusz Wróbel. Inne z prywatnych zbiorów autora lub firmy LOTOS.

Udostępnij