Rząd szykuje nam nowy podatek na paliwo - opłatę emisyjną
Rząd zapewniał, że Orlen i Lotos wezmą koszt opłaty emisyjnej na siebie. Sprawdziłem, jak miałoby się to odbyć. Wniosek jest jasny: to jedna wielka ściema.
Ceny paliw lekko odpuściły, ale wciąż bardzo daleko im do tych sprzed trzech miesięcy. Przeciętnie benzyna 95-oktanowa jest droższa o ponad 50 groszy niż na początku kwietnia. Nie odpuszcza za to rząd – nadal 54 proc. ceny litra takiego paliwa to podatki. A będzie więcej: ustawa wprowadzająca opłatę emisyjną przeszła przez Sejm i trafiła już do Senatu. W tej chwili jest w dwóch senackich komisjach. Przed nami głosowanie plenarne w Senacie, a potem podpis prezydenta. Trudno spodziewać się, żeby na którymś z etapów nowy haracz upadł.

„Wezmą to na siebie”. Naprawdę?

Mówimy o nowym podatku w wysokości około 10 groszy na litrze paliwa. I niezależnie od tego, czy to dla danego kierowcy dużo, czy mało (przy założeniu, że tankujemy miesięcznie 150 litrów paliwa, sama opłata sprawi, że rocznie zapłacimy 180 złotych więcej), oznacza to dalsze zwiększenie procentowego udziału opodatkowania w cenie paliwa. A może jednak nie? Przecież wszyscy przedstawiciele rządu powoływali się na słowa przedstawicieli Orlenu i Lotosu, którzy twierdzili, że opłatę emisyjną „wezmą na siebie”.
Postanowiłem to zweryfikować. Wszak „wzięcie opłaty na siebie” to ogólne hasło, ale musiałoby mieć przełożenie na konkretne decyzje w firmie. Co prawda ustawa jeszcze nie obowiązuje (ma wejść w życie 1 stycznia 2019 roku), ale skoro już dziś przedstawiciele firm paliwowych, będących współwłasnością skarbu państwa, obiecują, że paliwo z powodu opłaty nie podrożeje, to mogą chyba również wyjaśnić, jak zamierzają to zrobić. Poważnych decyzji biznesowych nie podejmuje się z dnia na dzień.

Seria prostych pytań…

Dlatego właśnie przesłałem do biura prasowego Orlenu kilka konkretnych pytań.

Po pierwsze: „Co w praktyce oznacza »wzięcie na siebie« przez PKN Orlen wspomnianej opłaty?” – trzeba by bowiem ogólnikową deklarację przełożyć na język konkretu.

Po drugie: „Kiedy spodziewają się państwo podjęcia przez zarząd PKN Orlen uchwały w tej sprawie?”. Jest przecież jasne, że tego typu decyzja, która oznaczałaby rezygnację przez firmę ze znacznej części jej zysku, musi mieć formę uchwały zarządu firmy. Ustawa jeszcze nie obowiązuje, ale skoro firma już składa deklaracje, powinna potrafić przewidzieć, kiedy taka uchwała zostanie powzięta.

Po trzecie: „Czy treść uchwały zostanie podana do publicznej wiadomości?”. To wydawałoby się logiczne. Skoro firma publicznie obiecuje, że sfinansuje opłatę emisyjną ze swojego zysku, to powinna to zrobić w przejrzysty sposób, tak aby wszyscy indywidualni klienci widzieli, że nie mamy do czynienia z czczymi deklaracjami, ale z konkretem, zawartym w jednoznacznej decyzji zarządu PKN Orlen.

Po czwarte: „Czy po wejściu w życie nowelizacji wspomnianej ustawy oraz podjęciu odpowiedniej uchwały przez zarząd firmy, przy ewentualnych kolejnych podwyżkach cen paliw PKN Orlen, zamierzają Państwo szczegółowo informować opinię publiczną o ich powodach i przedstawiać odpowiednie wyliczenia, tak aby rozwiać wątpliwości, że podwyżki te mogą zawierać w sobie skutki opłaty emisyjnej, a obietnica firmy jest łamana?”.

To ważna kwestia. Można sobie przecież wyobrazić scenariusz, w którym firma nie ujawnia jednak uchwały o wzięciu na siebie kosztów opłaty emisyjnej, bo nie ma czego ujawniać. Uchwała po prostu nie zapadła, ale klienci trwają w przekonaniu, że Orlen jednak opłatę „bierze na siebie”. Tak przecież obiecywali ministrowie. Tymczasem Orlen po wejściu w życie ustawy o opłacie nie funduje nam jednej wyraźnej podwyżki, lecz przy okazji nieuchronnie następujących podwyżek z powodów wahań cen ropy na świecie i kursu złotówki za każdym razem dorzuca do nowej ceny jakąś część kosztów opłaty paliwowej. Abyśmy mieli pewność, że tak się nie stanie, musielibyśmy za każdym razem znać dokładną motywację i wyliczenie powodów, dla których zmienia się cena paliw Orlenu. A skoro dzisiaj firma deklaruje, że opłatę emisyjną weźmie na siebie, to powinna być konsekwentna i rozliczać się potem z każdej podwyżki.

Po piąte: „Czy w związku z publicznymi wypowiedziami państwa przedstawicieli na wspomniany temat otrzymaliście państwo w tej sprawie stanowisko akcjonariuszy posiadających największe pakiety akcji firmy (przede wszystkim Nationale-Nederlanden OFE, Aviva OFE, OFE PZU Złota Jesień, OFE Aegon, OFE MetLife, OFE AXA, OFE Generali i OFE Allianz)?”.

O co tu chodzi? Otóż skarb państwa ma w Orlenie nieco ponad 27 procent udziałów. Pozostali najwięksi udziałowcy to ci wymienieni przeze mnie w pytaniu – wyłącznie fundusze emerytalne. Gdyby zarząd Orlenu miał zrezygnować z części zysków, aby wesprzeć polityczną decyzję rządu o wprowadzeniu opłaty emisyjnej, oznaczałoby to, że akcjonariusze tracą. Mogą też mieć z tego powodu do zarządu firmy uzasadnione zastrzeżenia. Zarząd pochodzi z nominacji politycznej, ale jego polityczne zobowiązania nie musza obchodzić pozostałych inwestorów. Stąd pytanie o ich stanowisko – o ile takie już wyrazili – w tej sprawie.

…i cokolwiek dziwnych odpowiedzi

Pytania zadałem trochę ponad tydzień temu. Wreszcie nadeszła odpowiedź, podpisana przez rzeczniczkę prasową firmy, Joannę Zakrzewską. Przytaczam ją w całości:

PKN ORLEN funkcjonuje w konkurencyjnym otoczeniu, gdzie wszyscy gracze podlegają tym samym mechanizmom. O ostatecznej cenie paliwa na stacjach paliw decyduje więc szereg czynników makroekonomicznych – notowania ropy naftowej, kurs dolara amerykańskiego do złotego, relacja popyt – podaż. Istotne są też warunki lokalne, w których funkcjonuje dana stacja paliw – czyli jej lokalizacja, koszty utrzymania, potencjał sprzedażowy, sezonowe zmiany popytu oraz obecność innych stacji. W oparciu o te aspekty każdy gracz ustala swoje formuły, które uwzględniają ruchy cenowe innych graczy na rynku. Oznacza to, że w rzeczywistości politykę cenową wyznacza i weryfikuje rynek, tak że nie ma tu pola do jednostronnych działań na niekorzyść spółki.

Natomiast chciałabym podkreślić, że PKN ORLEN, wbrew powszechnemu postrzeganiu przez klientów naszych stacji paliw, nie jest wyłącznie spółką paliwową. PKN ORLEN prowadzi również działalność wydobywczą. Funkcjonuje w branży energetycznej, a przede wszystkim rozwija segment petrochemiczny. Dlatego inwestycje związane z rozwojem elektromobilności postrzegamy w kategoriach szansy. Z tego powodu PKN ORLEN zadeklarował, podobnie jak Lotos, że będzie partycypował w kosztach związanych z opłatą emisyjną. Ten koszt traktujemy jak inwestycję. Szerokie portfolio działalności pozwala nam patrzeć na zyski w perspektywie długoterminowej. Wzięcie opłaty emisyjnej na siebie oznacza jej finansowanie ze środków uzyskanych z redukcji kosztów i przyrostu zysków z całej działalności w dłuższym horyzoncie.

Optymalizacja kosztów dotyczy np. wytwarzania nowych produktów oferowanych naszym klientom. Najlepszym przykładem jest wprowadzona na rynek paliw EFEFCTA, która zastąpiła dotychczasowe Eurosuper95 i Ekodiesel Ultra. Nowy produkt jest bardziej efektywny i ekologiczny. Ceny nie wzrosły z tego tytułu. W związku z optymalizacją kosztów na etapie produkcji i blendowania dodatków mogliśmy zaoferować wyższy standard eksploatacyjny w cenie dotychczasowych paliw podstawowych.

Niestety, nie mogę odnieść się szczegółowo do kwestii polityki cenowej, ponieważ stanowi ona tajemnicę przedsiębiorstwa. Żaden podmiot na rynku nie informuje o szczegółach dot. polityki cenowej.

Odnosząc się do kwestii opłaty emisyjnej, trzeba pamiętać o idei, jaka jej przyświecała. Głównym celem jest poprawa jakości powietrza w Polsce. PKN ORLEN, jako firma odpowiedzialna społecznie, czuje się w obowiązku, aby ten projekt poprzeć, również poprzez przejęcie części jego kosztów.

Mój wniosek: w odpowiedzi dostałem korpobełkot

Powiedzmy wprost: na bardzo konkretne pytania dostaliśmy odpowiedź w postaci korpobełkotu, który niczego nie wnosi, nie wyjaśnia i nie zawiera konkretnej odpowiedzi na żadne z pytań.

Jawnych uchwał nie będzie, bo to „tajemnica przedsiębiorstwa”.

Orlen traktuje inwestycję w elektromobilność przyszłościowo – to istotnie ciekawa deklaracja jak na spółkę paliwową, której zyski, przy masowym przejściu na napęd elektryczny, będą się kurczyć.

Orlen ma „partycypować w kosztach” opłaty emisyjnej. W jakim stopniu? Na jakiej podstawie? Co na to akcjonariusze mniejszościowi? Nie wiadomo.

„Wzięcie opłaty emisyjnej na siebie oznacza jej finansowanie ze środków uzyskanych z redukcji kosztów i przyrostu zysków z całej działalności w dłuższym horyzoncie” – z rynkowego punktu widzenia to czysty absurd. Jeśli jakakolwiek firma redukuje swoje koszty, to nie po to, żeby osiągnięty w ten sposób dodatkowy zysk oddawać państwu, aby chronić rząd przed wściekłością kierowców.

Jednym słowem – zapewnienia rządu, że spółki paliwowe z udziałem skarbu państwa przejmą koszty opłaty emisyjnej, to jedna wielka ściema. Gdy przychodzi do konkretów, nie dowiadujemy się niczego. A ogólnikowe polityczne deklaracje zarządu firmy nic przecież nie kosztują. Całkiem inaczej niż nowy podatek w cenie paliwa – ten będzie kosztował nas wszystkich dodatkowe 10 groszy na litrze. Ale przecież ministrowie (i zarząd Orlenu) z własnej kieszeni za benzynę nie płacą.+

https://opinie.wp.pl/rzadowa-sciema-w-sprawie-oplaty-emisyjnej-6262980609669249a 

Udostępnij